Dom muzycznych premier!

Wspieraj Autora na Patronite   Postaw mi kawę na buycoffee.to
#Muzyka i wydarzenia

Debiutancki album Black Weedow – nowa siła na scenie stoner rockowej

Z połączenia wieloletniej pasji do mocnego uderzenia, determinacji i bezkompromisowych melodii zrodziła się grupa Black Weedow. Ich debiutancki album to powolny, nieustający lot przez krajobrazy dźwięku, gdzie doom spotyka grunge, a Sabbathowski riff przenika się z emocjonalnym ciężarem Seattle. W oczekiwaniu na premierę trzeciego singla zatytułowanego Eyes Wide Shut (part 2) dziś chcemy Wam przybliżyć tę grupę oraz ich poprzednie single.

fot. materiały prasowe

Zespół założyli trzej kumple od zawsze z Lublina: Maciej Mika, Kamil Wróblewski i Maciej Chamera, których pasja do ciężkiego brzmienia połączyła już w dzieciństwie. Przez lata gościli na scenach wielu lokalnych imprez metalowych, po czym ich drogi się rozeszły. Choć każdy z nich ma na koncie różne muzyczne projekty (m.in. Neoklez, Fanthrash, Archangelica), ich pragnienie wspólnego grania stoner rocka pozostało żywe. To doprowadziło do powstania grupy Black Weedow.

fot. materiały prasowe

Wspólnie z basistą Jarkiem Żarnowskim artyści wypracowali charakterystyczne, monumentalne brzmienie stanowiące trzon muzyczny zespołu. Brakującym ogniwem tej hipnotycznej ceremonii dźwięku okazał się potężny wokal Juana Carlosa Cano, zwycięzcy IV edycji The Voice of Poland. Dzięki niemu Black Weedow zyskał głos, który nawiedza, wyrywa z odrętwienia i przenosi do najmroczniejszych miejsc metafizycznej podróży. Surrealistyczna i niepokojąca grafika autorstwa światowej sławy japońskiego artysty Korehiko Hino idealnie oddaje atmosferę muzyczną Black Weedow. Przyznał to sam artysta, który po przesłuchaniu kawałków i poznaniu historii zespołu postanowił zgodzić się na wykorzystanie jego dzieła jako okładki debiutanckiego albumu.

„Is She?” Black Weedow to utwór, który aż prosi się o uważne przesłuchanie. „Is She?” to utwór, który od pierwszych sekund zdradza, że powstał z myślą o emocjonalnej intensywności i precyzyjnej produkcji. Black Weedow stawia tu na brzmienie nowoczesne, ale podszyte rockową energią — i to działa.

Odtwórz

Is She?

Za produkcję odpowiadają Maciej Mika i Kamil Wróblewski, i słychać, że to duet, który wie, jak budować przestrzeń. Utwór jest czysty, selektywny, a jednocześnie pełen głębi. Gitary (Mika i Maciej Chamera) dodają utworowi charakteru — nie dominują, ale prowadzą emocjonalny szkielet. Sekcja rytmiczna (Jarosław Żarnowski na basie i Wróblewski na perkusji) trzyma puls z wyczuciem, bez zbędnego popisu. Mix i mastering Lecha Pukosa nadają całości profesjonalny, radiowy szlif. To brzmienie, które mogłoby spokojnie funkcjonować na playlistach alternatywnego rocka czy nowoczesnego pop-rocka.

Wokal Juana Carlosa Cano to jeden z najmocniejszych punktów utworu. Jego charakterystyczna barwa — lekko chropowata, ale pełna emocji — świetnie niesie klimat numeru.
To wykonanie, które nie tylko technicznie trzyma poziom, ale też buduje narrację i napięcie.

Sam tytuł i atmosfera utworu sugerują historię o niepewności, poszukiwaniu odpowiedzi, może o relacji, która wymyka się jednoznaczności.
Muzyka wspiera tę dwuznaczność — jest w niej coś zawieszonego, jakby pytanie „Is she?” wisiało w powietrzu przez cały utwór. To utwór, który robi wrażenie swoją spójnością. Nie ma tu przypadkowych elementów — każdy instrument, każdy akcent wokalny i każdy zabieg produkcyjny pracuje na jedną emocję: napięcie i tęsknotę.

Black Weedow pokazuje, że potrafi łączyć rockową wrażliwość z nowoczesną produkcją, a „Is She?” to świetna wizytówka ich stylu.

„Lost” to utwór, który od pierwszych sekund buduje atmosferę zagubienia, ciężaru i wewnętrznego dryfu — dokładnie tego, co sugeruje tytuł. Black Weedow nie próbuje tu niczego upiększać. Zamiast tego tworzy brzmienie surowe, gęste i emocjonalnie szczere.

Odtwórz

Lost

„Lost” opiera się na powolnym, niemal ceremonialnym pulsie, który jest charakterystyczny dla doom‑stonerowej estetyki. Gitary prowadzą narrację: raz zawieszone, raz przytłaczające, zawsze pełne napięcia. Bas i perkusja tworzą fundament ciężki jak beton, ale z wyczuciem — nic tu nie jest przesadzone. Produkcja stawia na przestrzeń i pogłos, dzięki czemu utwór oddycha, choć w sposób duszny, klaustrofobiczny. To brzmienie, które nie goni za nowoczesnością — ono świadomie zanurza się w mroku, w powolnym, hipnotycznym transie.

Wokal w „Lost” nie jest popisem techniki. To bardziej wyznanie, zawieszone pytanie, wewnętrzny monolog.
Słychać w nim zmęczenie, rezygnację, ale też coś na kształt desperackiej próby utrzymania się na powierzchni. To właśnie ta emocjonalna szczerość sprawia, że utwór działa — nie jako piosenka, ale jako stan psychiczny. „Lost” to nie jest utwór o zagubieniu — to zagubienie samo w sobie.
Muzyka nie prowadzi słuchacza do żadnej konkluzji. Nie daje odpowiedzi.
Zamiast tego pozwala zanurzyć się w uczuciu, które zwykle próbujemy od siebie odsunąć. To numer, który można odczytać jako: opowieść o utracie kierunku, emocjonalne zawieszenie, próbę odnalezienia sensu w chaosie, albo po prostu muzyczny obraz stanu, w którym człowiek przestaje ufać własnym krokom.

„Lost” to jeden z tych utworów, które nie potrzebują fajerwerków, by zostawić ślad.
Jest powolny, ciężki, minimalistyczny — ale właśnie dzięki temu trafia głębiej.
Black Weedow pokazuje tu, że potrafi budować klimat nie tylko dźwiękiem, ale i ciszą między dźwiękami.

To utwór, który nie prowadzi — on pozwala się zgubić.

Black Weedow w sieci:

Facebook

BlackWeedow Music Band (@blackweedowmusic) • Zdjęcia i filmy na Instagramie

Black Weedow – YouTube

W oczekiwaniu na premierę trzeciego singla, dwa pierwsze możecie już suchać w regularnym streamingu ASY, znajdziecie je także w 52 zestawieniu Gorących Nowości, gdzie zapewne namieszają …

Materiał we współpracy z:

Maciek Mika ogarnął Sezon

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *