Dokładnie w Dzień Dziecka otrzymaliśmy nie lada gratkę muzyczną, nowe wydawnictwo muzyczne pod patronatem medialnym m.in. Radia Asymetria. Oto „Drugi stopień” od Beware, dokładnie ten moment w historii zespołu, w którym debiut przestaje być wymówką, a zaczyna się prawdziwe „sprawdzam”. Po „Lies” słychać tu wyraźnie: kapela wie już, co działa, co warto podkręcić, a gdzie można pozwolić sobie na ryzyko. To wciąż gitarowy, rockowy kręgosłup z wyraźnymi riffami, solówkami i mocną sekcją, ale całość jest dojrzalsza kompozycyjnie, lepiej poukładana dramaturgicznie i bardziej świadoma brzmieniowo.
Rock, który prowadzi: „Drugi stopień” jako opowieść o drodze i przełomie
Album trwa nieco poniżej 50 minut (11 utworów) i jest zbudowany jak pełnoprawna opowieść: od „Początku” po „Ostatni”. Już same tytuły sugerują narrację drogi, przejścia, wspinaczki—i muzycznie to się broni. Mamy tu wachlarz: od cięższych, bardziej bezpośrednich numerów, przez klimatyczne, „zawieszone” fragmenty, aż po rozbudowane finały, które pracują na emocjonalne domknięcie całości.
Gitary, emocje, narracja — Beware wracają z najbardziej świadomym albumem
To jest płyta, na której gitary są bohaterem, ale nie tyranem. Riffy są czytelne, często oparte na klasycznych rockowych schematach, ale zagrane z wyczuciem dynamiki—nie ma tu „ściany dźwięku” dla samej ściany. Solówki są przemyślane: nie tylko popis, ale element narracji utworu. W wielu momentach słychać, że zespół lubi budować napięcie długimi, rozlewającymi się akordami, a potem punktować je bardziej zwartym motywem. Perkusja jest nagrana tak, by była obecna, ale nie nachalna stopa i werbel siedzą równo, bas nie ginie, tylko ładnie „klei” dół z gitarami. W szybszych fragmentach sekcja daje napęd, w wolniejszych – oddycha, zostawia przestrzeń wokalowi i gitarom. Stasiek Łukoński śpiewa tak, jakby już dobrze wiedział, gdzie jego głos najlepiej pracuje. Nie ma tu gonienia za rejestrem na siłę; jest raczej świadome operowanie barwą, ekspresją, akcentem. W polskojęzycznych numerach słychać dbałość o frazę i rytm słowa, w anglojęzycznych oswojenie z językiem, bez „szkolnego” akcentu, który wybija z klimatu. Brzmienie jest nowoczesne, ale nie przeprodukowane. Słychać, że to rock: gitary mają „powietrze”, bębny nie są zbetonowane kompresją, wokal siedzi w miksie, a nie na nim. W utworach takich jak „Kontrast” czy „Bezradni” pojawiają się efekty przestrzenne, odwrócone ścieżki, pogłosy budujące klimat – ale to dodatki, nie trik dla triku.

Drugi stopień, zero kompromisów: Beware stawiają na brzmienie i historię
Kolejność utworów nie jest przypadkowa. „Drugi stopień” działa jak droga:
„Początek” – otwarcie, ustawienie tonu.
„High noon” – pierwsze przyspieszenie, bardziej bezpośredni rock.
„Chandra” – wejście w emocjonalny półmrok.
„Bezradni” – singlowy filar, rozbudowana forma.
„Betrayal” – krótszy, mocniejszy cios.
„Labirynt” – tytułowo i muzycznie: błądzenie, napięcie.
„Get up” – impuls, wezwanie do działania.
„Szczyt” – kulminacja, metaforyczna góra.
„Kontrast” – formalne i brzmieniowe „złamanie”.
„27” – refleksja, cień mitu „klubu 27”.
„Ostatni” – domknięcie, długi, emocjonalny finał.
To nie jest playlista singli, tylko album z myślą o słuchaniu „od–do”. Gdy słuchasz całości, czujesz, że zespół prowadzi Cię przez kolejne etapy: od startu, przez kryzysy, bunt, próbę wyjścia, aż po pewien rodzaj pogodzenia.

Beware rosną w siłę — ‘Drugi stopień’ to ich najbardziej spójny materiał
track by track
„Początek” (4:55)
Rola na płycie: manifest otwarcia.
Muzycznie to idealny opener: nie jest najszybszy ani najcięższy, ale ma w sobie „wejście na scenę”. Gitary budują napięcie stopniowo, sekcja wchodzi pewnie, wokal pojawia się wtedy, gdy instrumenty już ustawiły klimat.
Wrażenie:
To numer, który mówi: „wiemy, po co tu jesteśmy”. Nie ma tu zbędnego kombinowania—jest solidny, rockowy fundament, który od razu ustawia oczekiwania co do brzmienia całej płyty.
„High noon” (3:50)
Charakter: bardziej bezpośredni, „koncertowy” numer.
Tytuł przywołuje skojarzenia z pojedynkiem w samo południe—i muzycznie to czuć: tempo wyższe, riff bardziej „bitewny”, refren nośny. To utwór, który aż prosi się o zagranie na żywo w pierwszej trójce setlisty.
Atuty:
Energia: szybkie wejście, brak zbędnych wstępów.
Refren: zapamiętywalny, z potencjałem do wspólnego śpiewania.
„Chandra” (4:27)
Wejście w mrok:
Tu zespół zwalnia i schodzi w bardziej introwertyczny klimat. „Chandra” to nie tylko tytuł, ale i stan: gitary są bardziej rozlane, akordy dłużej wybrzmiewają, wokal ma więcej miejsca na emocję.
Tekstowo:
To przestrzeń na opowieść o spadku nastroju, wypaleniu, zmęczeniu. Nie popada w patos, raczej w szczerość: zamiast wielkich metafor—konkretne emocje, które łatwo przyłożyć do własnego życia.
„Bezradni” (5:57)
Singiel–filary:
To jeden z kluczowych numerów płyty. Dłuższa forma pozwala na rozwój: od spokojniejszego wstępu, przez narastanie, aż po mocniejszy finał. To przykład, jak Beware łączy rockową energię z bardziej „epickim” myśleniem o kompozycji.
Muzycznie:
Zwrotki: bardziej stonowane, skupione na tekście.
Refren: szeroki, emocjonalny, z mocnym wokalem.
Środek/bridge: miejsce na gitarowe rozwinięcie, które nie jest tylko solówką, ale częścią opowieści.
To utwór, który dobrze pokazuje dojrzałość zespołu: nie boją się prawie sześciu minut, bo mają pomysł, jak je wypełnić.

„Betrayal” (3:10)
Krótko i w punkt:
Po rozbudowanych „Bezradnych” dostajemy kompaktowy, bardziej agresywny numer. Tytuł sugeruje zdradę—i muzycznie to słychać: riff jest ostrzejszy, rytm bardziej szarpany, wokal ma więcej zadzioru.
Rola na płycie:
Reset emocjonalny, ale w stronę gniewu, nie spokoju. To dobry kontrapunkt dla poprzedniego utworu: zamiast dalszego rozlewania się emocji—skondensowany wybuch.
„Labirynt” (3:37)
Motyw błądzenia:
„Labirynt” to świetny tytuł dla numeru, który opiera się na napięciu. Rytm może być lekko „połamany” w odczuciu, gitary tworzą wrażenie krążenia, szukania wyjścia. To utwór, który bardziej buduje klimat niż stawia na prosty, singlowy refren.
Tekstowo:
Motyw zagubienia, szukania drogi, powtarzania tych samych błędów—idealnie wpisuje się w narrację „drugiego stopnia”, czyli etapu, na którym już nie jesteś na starcie, ale wciąż daleko od finału.
„Get up” (4:24)
Wezwanie do działania:
Po „Labiryncie” dostajemy impuls: tytułowe „Get up” to zachęta, by się podnieść. Muzycznie—bardziej podniosły, motywacyjny charakter. To numer, który może działać jak „anthem” na koncertach.
Atuty:
Refren: prosty, ale nośny, idealny do wspólnego śpiewania.
Dynamika: zwrotki mogą być bardziej przygaszone, refren otwiera się szerzej, z większą mocą gitar.
„Szczyt” (3:46)
Kulminacja drogi:
„Szczyt” to naturalny punkt kulminacyjny albumu. Nie musi być najcięższy ani najszybszy—ważne, że czuć w nim „dojście do punktu”. Może mieć bardziej patetyczny, podniosły charakter, ale bez przesady; raczej poczucie, że coś zostało osiągnięte, choć niekoniecznie bez kosztów.
Muzycznie:
To miejsce na duże, szerokie refreny, mocne akordy, może nawet chóralne zaśpiewy w tle. Idealny numer na końcówkę koncertu, tu jednak pełni rolę przedostatniego „szczytu” przed zejściem w „Kontrast”.
„Kontrast” (4:09)
Formalne złamanie:
Ten singiel był zapowiadany jako numer łamiący schemat zwrotka–refren, z wykorzystaniem odwróconych ścieżek i przestrzennych efektów. I to słychać: „Kontrast” jest bardziej eksperymentalny w formie, ale wciąż osadzony w rockowym rdzeniu.
Brzmieniowo:
Efekty od tyłu: narastające dźwięki, które wciągają w aranż.
Przestrzeń: dużo pogłosów, delayów, które tworzą wrażenie „rozszerzenia” dźwięku.
To utwór, który pokazuje, że Beware nie boją się kombinować z formą, ale robią to z głową—eksperyment służy klimatowi, nie przykrywa braku pomysłu.
„27” (4:39)
Cień mitu „klubu 27”:
Sam tytuł niesie ogromny bagaż skojarzeń: artyści, którzy odeszli w wieku 27 lat, presja, autodestrukcja, mitologizowanie cierpienia. Nawet jeśli tekst nie idzie wprost w tę stronę, to aura jest nieunikniona. To numer bardziej refleksyjny, może lekko melancholijny, ale niekoniecznie balladowy. Bardziej „zatrzymanie się” i spojrzenie wstecz: co już za nami, co mogło pójść inaczej, co jeszcze przed nami.
„Ostatni” (6:22)
Finał z prawdziwego zdarzenia:
Ponad sześć minut na zamknięcie płyty to deklaracja: to ma być coś więcej niż zwykły numer. „Ostatni” pełni rolę epilogu, podsumowania drogi, którą przeszliśmy od „Początku”.
Muzycznie:
Forma: prawdopodobnie rozbudowana, z wolniejszym wstępem, narastaniem i mocnym finałem.
Emocje: to tu zespół może pozwolić sobie na największą dawkę patosu—ale jeśli robi to szczerze, działa to na korzyść.
To utwór, po którym nie chce się od razu przełączać na coś innego—raczej chwilę posiedzieć w ciszy i „dojść do siebie”.
Na poziomie tekstowym „Drugi stopień” to płyta o przejściach: między bezradnością a działaniem, między zagubieniem a próbą odnalezienia drogi, między gniewem a pogodzeniem. Pojawiają się motywy: bezradność i chandra – „Chandra”, „Bezradni”; zdrada i rozczarowanie – „Betrayal”, błądzenie i szukanie wyjścia – „Labirynt”; impuls do zmiany – „Get up”, „Szczyt”, refleksja nad granicą, końcem, mitem – „27”, „Ostatni”
To nie jest „koncept album” w ścisłym sensie, ale spójność tematyczna jest wyraźna. Teksty nie uciekają w wydumane metafory; raczej operują językiem, który jest zrozumiały, ale nie banalny. Dobrze to współgra z rockowym charakterem muzyki – szczerość zamiast pozowania.
Beware na drugim stopniu wtajemniczenia: album, który naprawdę wspina się wyżej
Gdzie jest miejsce „Drugiego stopnia” w rozwoju Beware. W porównaniu z „Lies” słychać kilka rzeczy: większą pewność siebie – zespół nie boi się dłuższych form („Bezradni”, „Ostatni”), eksperymentów („Kontrast”), ani mieszania języków. Lepsza dramaturgia – album jest ułożony jak opowieść, a nie zbiór numerów. Znajdziecie tu też dojrzałość brzmieniowa – miks i produkcja są bardziej spójne, instrumenty lepiej „siedzą” razem.
„Drugi stopień” to bardzo trafny tytuł: to faktycznie drugi stopień wtajemniczenia, wejście na wyższy poziom bez utraty tego, co w Beware najbardziej pociąga—szczerego, gitarowego grania.
Nasuwa się pytanie- dla kogo jest ta płyta i dlaczego warto po nią sięgnąć? To album dla słuchaczy, którzy: lubią rock oparty na gitarach, ale nie chcą słuchać tylko prostych, trzyminutowych piosenek, cenią spójne, „albumowe” myślenie, a nie tylko pojedyncze single, szukają polskiego zespołu, który łączy klasyczne rockowe DNA z nowoczesnym brzmieniem i odwagą w formie.
„Drugi stopień” to płyta, którą warto przesłuchać w całości, najlepiej bez przeskakiwania, od „Początku” do „Ostatniego”. Wtedy najlepiej słychać, jak Beware budują napięcie, rozładowują je, wracają do mroku, znów podnoszą głowę i w końcu domykają historię.

UWAGA !!! Z okazji Dnia Dziecka mamy dziś dla WAS do wygrania 3 płyty CD grupy Beware „Drugi stopień” z autografami kapeli.
Odpowiedz na pytanie:
„Jaki tytuł nosi drugi singiel zapowiadający płytę „Drugi stopień” zespołu Beware oraz gdzie powstał zespół?
Na odpowiedzi czekamy do 15 czerwca br. Odpowiedzi wysyłajcie na adres e-mail: [email protected]
Wyniki ogłosimy następnego dnia na profilu FB. Powodzenia.

CHCESZ WIĘCEJ O BEWARE – odsyłamy Was tutaj:
Sezon



