Czy wszystko musi być na poważnie? Czy każdy dzień trzeba dobrze wykorzystać, każdą decyzję podjąć właściwie, a każdą rzecz doprowadzić do końca? Olka w swoim nowym singlu „Wszystko mi jedno” odpowiada na te pytania bez większego namysłu: nie musi. I właściwie… wszystko jej jedno.
To najbardziej radiowa i najjaśniejsza odsłona artystki. Lekki, pulsujący numer opiera się na refrenie, który trudno wyrzucić z głowy: „wszystko mi jedno czy włosy zbledną, wszystko mi jedno S czy XL, wszystko mi jedno czy trafię w sedno”. Zamiast kolejnej piosenki o tym, jak być lepszą wersją siebie, Olka proponuje coś znacznie przyjemniejszego – odpuszczenie. Wiek, wygląd, rozmiar, produktywność, potrzeba trafiania zawsze w sedno? Nie wszystko musi się zgadzać.
Już pierwsze wersy ustawiają ton całego utworu. Znana od dziecka plaża, babki z piasku i prosta obserwacja: „nie każda budowla musi stać tysiąc lat”. Później jest jeszcze bardziej po olkowemu. Można przecież „poszaleć, póki jeszcze jest dzień”, tylko że… „Jakoś tak nie za bardzo mi się chce”. I zamiast kolejnej ambitnej aktywności – leżenie. Jutro można się wynurzyć.

„Wszystko mi jedno” jest lekkie, zabawne i bardzo melodyjne, ale pod tą pozorną beztroską kryje się całkiem celna obserwacja. W świecie, w którym wszystko powinno mieć cel, tempo i znaczenie, Olka przypomina, że czasem można zrobić babkę z piasku, powiedzieć coś głupiego, przegapić idealny moment na zjedzenie awokado albo po prostu niczego nie robić. I naprawdę nie trzeba się z tego tłumaczyć.
To piosenka na koniec lata, ale bez wielkiego pożegnania z wakacjami. Raczej z myślą, żeby trochę z tego wakacyjnego luzu zabrać ze sobą dalej. Bo skoro nie wszystko musi być na zawsze, idealnie i na serio, to może tym razem naprawdę wszystko nam jedno.
Pozostańmy w tym niespiesznym tempie letniego popołudnia!
Materiał we współpracy z:
Magdalena Dziołak



